poniedziałek, 24 lutego 2014

Salvación (USA) - God Gold And Glory

Salvación (USA)[2014] - God Gold And Glory
Witam Metalową Brać!
Jako, że jest to moja pierwsza recenzja zarówno dla tego bloga jak i w ogóle zacznę od krótkiego wstępu :
Metal w szerokim tego słowa znaczeniu na przestrzeni lat doczekał się wielu odmian i podgatunków czasami mocno naciąganych pod ten termin. Ja w swoich recenzjach chciałbym wydobyć esencję tej muzyki z różnych, ale zarazem bardziej tradycjonalnych odmian, tych bardziej i mniej znanych zespołów i zachęcić do sięgnięcia po dane pozycje, które według mnie zasługują na poświęcenie, im uwagi i czasu jakże cennego dla każdego z nas. Nie będę wystawiał ocen, gdyż to nie moja brocha. Od tego są krytycy i takie tam osoby. Z resztą pełno tego na innych blogach. Wiadomo każdy ma inne oczekiwania i podejście do muzyki , wiec nie szufladkuje i pisze o tym co warto, a płyty mało interesujące pomijam. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moje zdanie , dlatego z chęcią poczytam opinie innych na dane pozycje. Zatem zapraszam do mojego świata.
Na pierwszy ogień idzie nie dawno odkryta przeze mnie kapela Salvación.
Ta pochodząca z USA założona w 2009 roku formacja ma już na swoim koncie trzy albumy nagrane własnym sumptem, co prawda znany jest mi tylko ostatni wydany czwartego lutego album noszący nazwę „God Gold and Glory” i na, nim skupię uwagę. Patrząc na okładkę autorstwa Yannick Boucharda widzimy statki , morze , piorun , deszcz… mnie od razu w myślach pojawiły się dwie nazwy Running Wild i Stormwarrior, więc czym prędzej sięgnąłem po zawartość muzyczną. Po odpaleniu płyty na dzień dobry dostałem intro „Take Overture”, które zaczyna się od odgłosów deszczu , burzy i chwiejących się na falach statków. Gdzieś w oddali słychać bicie dzwonu, po czym wchodzą akustyczne gitary instrumenty zaczynają się mnożyć i w końcu dostajemy solówki wygrywane na przemian akustycznie i elektrycznie potem zwolnienie i pierwszy riff , krzyk wokalisty , krótkie solo i już słyszymy piłowanie gitar i wokal wyjęty żywcem z lat 80tych. Potem wchodzi refren i wszystko jasne Runnig Wild w czystej postaci. Tytuł utworu brzmi „Fortune”, więc wiemy czego się spodziewać. Kolejny utwór „Obsidian Knife”zaczyna się od galopujących akustyków potem wchodzi reszta i mamy tu połączenie Speed Metalu z Hard Rockowymi zagrywkami i solówką w środku utworu. Gdzieś w tle przelatują akustyki z jego początku. Elegancko jedziemy dalej. „Stroke Of Luck” na początek klimat organo podobny i w dalszej części heavy/Speed nie schodzimy z tonu. Piąty utwór zaczyna się typowo Hard Rockowo coś ala Scorpions i ten klimat ciągnie się dalej. Ach te przybrudzone brzmienie lekko zadziorne wokale w zwrotkach i bardzo melodyjny refren „Gambler’s Throw” , klimat lat 80tych, a nawet 70tych wylewa się litrami. Trochę mroku i wolniejsze klimaty w intro utworu „Satan Shame and Steel” nie zwiastują szybkiego utworu, a tu nic z tego, po minucie już galopujemy i Heavy/speedowania ciąg dalszy. W tym utworze mamy trochę bardziej rozbudowane solówki i jak zwykle chwytliwy refren. Utwór nr 7 „Savage Reprisal” tutaj już mamy bardziej średnie tempa i hymniczny wydźwięk , jakaś kwestia mówiona no i nie zabrakło HardRocka, który dodaje tej płycie tego pięknego klimatu. Zakończenie utworu na akustykach normalnie bajka. No i docieramy do końca „Way More Unstoppable” tak brzmi tytuł ostatniego utworu na płycie, czyli co w dalszym ciągu Speed/Heavy/ Hard główne wokale należą tu do występujących gościnnie Petera Lumieuxa (Viper, Widow) Ozzie Dardeniego ( Children Of The Reptile) i Seana Buchananana (Colossus) ,odgłosy bitwy w środku utworu i mający wrażenie rozsypywania się koniec ,odgłos dryfującego statku… ach dzieje się na tej płycie wiele a ma, zaledwie 31 minut !!!. Album nagrany przez w sumie dwie osoby Carlosa Sergio Denogeana obsługującego perkusję i Nicka "Love" Sponsela zajmującego się wokalami , gitarami , basem i organami, a nawet e-Bowem i, który jest jednocześnie producentem. Płyta bardzo równa ,dobrze słychać każdy instrument i nic tu nie znalazło się przypadkowo zero ściemy i zbędnego pitolenia. Polecam fanom Heavy Metalu lat 80tych z pod Jolly Rogera i nie tylko , Ja biorę się za szukanie wcześniejszych dokonań Salvación Ave!
Sza\m/an 

Zapraszamy również na Facebook Ciężki Kawałek Metalu

Brak komentarzy: